Bloog Wirtualna Polska
Są 1 202 472 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Warszawska konferencja "Lewica dla Europy"

sobota, 08 listopada 2008 14:05


Wypowiedź prof. Marii Szyszkowskiej podczas konferencji "Lewica dla Europy"

 

Największym zagrożeniem dla polskiej lewicy nie jest prawica, ale wewnętrzne podziały i kłótnie w ramach samej lewicy. Na dodatek pojęcie lewicy w Polsce zostało zdeprecjonowane, gdy sprawujące władzę SLD odeszło od swoich ideałów, zbliżając się do ideologii neoliberalizmu. Innym zagrożeniem jest lewica faszyzująca, reprezentowana przez PPP. To ona rozbija lewicę pozaparlamentarną, posługując się argumentami poniżej pasa. Właściwie napisane przez PPP sprawozdanie powinno się wrzucić do kosza, bo wdawanie się w ocenę tego dokumentu byłoby żenujące.


Wiadomości Attac - 5 listopada 2008 r.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Globalizacja wyrasta z różnorodności

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 15:17

 

Wykład prof. Marii Szyszkowskiej wygłoszony na Uniwersytecie Zielonogórskim w kwietniu 2007 r.


Uważam, że nie ma sensu analizowanie sytuacji, która jest, ponieważ o niej zbyt wiele się mówi i pisze. Ale jest sens zastanawiać się nad kierunkiem przemian, które uważamy za pożądane. Bo poza tym, że ktoś nami rządzi, to ci, którzy rządzą, powinni także słuchać głosu społeczeństwa. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że po 1989 r. nie było żadnej debaty na temat podstaw ustrojowych Polski. A w 1989 r. mówiło się bardzo wyraźnie, że jeżeli Solidarność zwycięży, to nastąpi czas poprawionego socjalizmu. Nikt nie spodziewał się, że znajdziemy się w warunkach kapitalizmu. A jestem przekonana, że wtedy robotnicy nie strajkowaliby, gdyby wiedzieli, że w efekcie tego będą zamykane fabryki, że będzie bezrobocie, że małe sklepy będą wypierane przez zagraniczne wielkie firmy, z czego my jako społeczeństwo nie mamy żadnych korzyści. I nikt się nie spodziewał, że prywatyzacja doprowadzi do tak wielkiego rozwarstwienia społecznego, że część ludzi nie ma żadnych środków do życia. Dopuszczenie do takiej sytuacji, że ludzie nie mają żadnych dochodów, to de facto legalizacja kradzieży. A z kolei inteligencja nie przypuszczała, że miejsce dwóch światopoglądów, które dominowały w PRL - czyli marksizm i myśl chrześcijańska - zajmie jeden światopogląd. Dziś dominuje światopogląd katolicki w naszym społeczeństwie. Ten proces nie zaczął się w tej chwili, ale został umocniony przez rządy SLD.


Demokracja to dominacja przeciętnych


Ponieważ trudno mówić o wszystkim, postanowiłam skoncentrować się na relacji polityka a moralność, bo to problem najistotniejszy dla poważnie rozumianej demokracji. Tutaj chciałabym zaznaczyć, że wcale nie uważam, iż demokracja jest ustrojem szczególnie wartościowym. Przekonuje mnie dokonana jeszcze w starożytności krytyka demokracji dokonana przez Sokratesa. Przecież pewnie wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że demokracja to dominacja warstw pośrednich, czyli osób przeciętnych. Co więcej, o ile intelektualiści protestowali od czasu do czasu w okresie PRL, to po 1989 r. słychać głosy protestujących profesorów uniwersytetu, ale dopiero wtedy, gdy jakaś sprawa może naruszać ich osobiste interesy. Mam na myśli protest przeciwko lustracji opublikowany przez profesorów Uniwersytetu Warszawskiego. Ja też jestem tym profesorem, ale ja tego nie podpisywałam.


Dlaczego intelektualiści milczą gdy lustracja dotyka inne grupy społeczne, lub gdy dzieją się procesy, które godzą w inne grupy? Znacie pewnie Państwo pogląd amerykańskiego socjologa Millsa, który sądził, że po II wojnie światowej wytworzy się międzynarodowy związek intelektualistów poszczególnych krajów. I że ten związek pozwoli korygować wadliwe rządy. Okazało się, że do tego nie doszło i że właściwie cała polska inteligencja jest zepchnięta na margines życia i niewiele ma do powiedzenia.


Relatywizm wartości warunkiem tolerancji


Prawidłowe ułożenie relacji polityka a moralność decyduje o tym, czy w ogóle jest możliwe tzw. społeczeństwo obywatelskie, które ma odpowiadać ustrojowi demokratycznemu. Ale w Polsce przemilcza się fakt, że jednym ze składników społeczeństwa obywatelskiego jest wieloświatopoglądowość. To społeczeństwo zróżnicowane światopoglądowo. A więc zachodzi nierozerwalny związek ustroju demokratycznego z relatywizmem wartości. Przy czym relatywizm wartości jest warunkiem rzeczywistej tolerancji. Bo jeżeli w państwie, które mieni się demokratycznym, głosi się absolutyzm wartości, tak jak w Polsce, to wtedy inne niż dominująca grupy światopoglądowe, mają ograniczoną wolność. Przecież w czasach rządów SLD nie uchwalono ani jednej ustawy, która byłaby sprzeczna z poglądami moralnymi Kościoła katolickiego. Nie chcę przez to powiedzieć, że poglądy tego Kościoła są złe czy wadliwe. Ale chcę powiedzieć, że przy stanowieniu prawa brano ciągle pod uwagę, czy jest to zgodne z moralnością Kościoła katolickiego. Innymi słowy Polska przypomina twierdzę, do której wkradł się utajony totalitaryzm. Bo co jest cechą ustroju totalitarnego, z filozoficznego punktu widzenia? Jest to monizm światopoglądowy.


Tutaj chciałam wyraźnie zwrócić uwagę na to, że nie ma dowodu naukowego, który pozwoliłby wykazać, że określony pogląd na świat, czy system wartości jest bardziej prawdziwy bądź słuszny, aniżeli pozostałe. Takiego dowodu nie ma. A więc tak samo nie można wykazać słuszności żadnej koncepcji moralnej. Te koncepcje biorą się stąd, że akurat do nas, do naszej struktury psychicznej jakiś światopogląd bardziej przemawia. Światopogląd jest rezultatem nie tylko racjonalnych przemyśleń, ale także przeżyć, doznań, doświadczeń...


Pluralizm światopoglądowy na antenie


Dlaczego o tym mówię? Bo skoro tak jest, to przecież należy pozwolić, by w państwie demokratycznym rozmaite koncepcje światopoglądowe swobodnie funkcjonowały. Co więcej, w literaturze zachodniej jest bardzo wyraźnie opisany sprawdzian demokracji. Otóż sprawdzianem demokracji ma być pluralizm światopoglądowy telewizji publicznej. A więc państwo jest wtedy demokratyczne, gdy w telewizji publicznej dochodzą swobodnie do głosu przedstawiciele różnorodnych grup światopoglądowych funkcjonujących w danym państwie. W Polsce pod wpływem zarówno marksizmu jak i myśli chrześcijańskiej przyjmuje się, że polityka ma być zgodna z moralnością. I tutaj się stawia wielką kropkę. To interesujące, że zarówno marksiści jak i filozofowie chrześcijańscy uważają, że polityka ma być podporządkowana moralności. Ale jest jeszcze drugi pogląd, który w Polsce ma niewielu zwolenników, w tym mnie. Mianowicie, że polityka i moralność to zupełnie różne sfery. Mówiąc o polityce, mówmy o przyzwoitości, honorze, mówmy o całym szeregu wartości, ale nie mieszajmy do tego moralności. Przecież poglądów moralnych w wolnym państwie ma być wiele. Wobec tego polityka nie może podlegać żadnemu z nich. Są przecież ogromne różnice w podejściu do poglądów moralnych nawet w obrębie grupy chrześcijańskiej. Oto przykłady: katolicy uważają, że są wojny słuszne i sprawiedliwe i wysyłają zdrowych ludzi na front, żeby zabijali innych zdrowych ludzi, a Świadkowie Jehowy uważają, że każda wojna jest niemoralna i grzeszna. Z kolei Adwentyści Dnia Siódmego uważają za grzech jedzenie mięsa. A więc gdyby adwentyści mieli w Polsce władzę, to w myśl tego, co się dzieje, wydaliby prawo zakazujące nam jedzenia mięsa. Osobiście byłabym bardzo zadowolona, ale rzecz nie polega na tym, aby narzucać to całemu społeczeństwu.


Nie ma moralności ogólnoludzkiej


W polityce chodzi o skuteczność działań. Gdybyśmy z moralnego punktu widzenia zaczęli oceniać bohaterów historii, którym stawiano pomniki, to prawie wszystkie te pomniki spadłyby z cokołów. W polityce liczy się skuteczność, a w moralności wartości. Czyli: dobro - zło, lub jak woli Kotarbiński: czcigodność - haniebność. Gdy mówimy o prawie, które też jest zakorzenione w jakichś wartościach, to mówimy przede wszystkim o gwarancjach wolności i sprawiedliwości. Ale nie ma nic bardziej istotnego niż rozdzielanie moralności i polityki, jeśli chcemy żyć w wolnym państwie. Także dlatego, że nie ma moralności ogólnoludzkiej. Choć są myśliciele, którzy uważają, że taka moralność jest. Niektórzy usiłują nadać moralności chrześcijańskiej walor moralności ogólnoludzkiej. Ale jest to wyraźne nadużycie.


Państwo jako organ nie jest uprawnione do tego, aby przesądzać słuszność lub niesłuszność jakichkolwiek poglądów moralnych. Rząd nie powinien być nosicielem żadnych wartości moralnych. Ta rozdzielność polityki i moralności jest w Polsce mało znana, ale ona ma bardzo stare tradycje. Wymienię tylko kilka nazwisk: Grocjusz, Kant, neokantyści, Petrażycki, Kelsen... To tylko przykłady.


Zadaniem prawa jest zagwarantowanie każdemu jednakowej miary wolności. Ale w decyzji o tym, które poglądy moralne będą przyświecać mi w życiu, w tym nikt nie może mi pomóc. Jeśli ktoś zaczyna mi pomagać, to znaczy, że zaczyna narzucać mi swój własny pogląd. Prawidłowy rozwój człowieka polega na tym, aby czytać, spotykać się z ludźmi, myśleć, słuchać innych i w rezultacie przekształcać swój własny pogląd na życie i świat. Natomiast tym, co mnie najbardziej niepokoi w Polsce, poza biedą, to jest przyzwolenie na konformizm. A konformizm niesłychanie deprawuje jednostki i społeczeństwo. Bo jest ogromna liczba ludzi w naszym kraju, którzy głoszą poglądy inne niż te, które wyznają w rzeczywistości. Większość polityków udaje. I to jest tragiczne.


Różnorodność, a nie ujednolicenie


Rządy mają tendencje do tego, by społeczeństwa dzielić i antagonizować. Wmawia się na przykład młodym ludziom, że renciści i emeryci są obciążeniem, zapominając o tym, że płacili stosowne składki. Pokazuje się biednych i mówi, że to są nieudacznicy, którym brak sprytu życiowego. A wiadomo, że najwybitniejsi twórcy nieraz przymierali głodem, bo spryt życiowy o niczym szczególnym nie świadczy. Ludzi wykształconych przeciwstawia się ludziom niewykształconym. Mam tutaj na myśli wyjątkowo żenującą i brzydką walkę z partią Samoobrona. Nie wolno kpić z ludzi niewykształconych a nawet nie dość kulturalnych. Poza tym jest cały szereg grup dyskryminowanych, jak choćby kombatanci AL i Gwardii Ludowej, mamy fatalny stosunek do pewnych mniejszości narodowych (antysemityzm, stosunek do Cyganów, Murzynów czy Wietnamczyków). A przecież nasze społeczeństwo miało być obywatelskie, czyli zróżnicowane pod każdym względem. Żyjemy w epoce globalizacji, która wyrasta z różnorodności, nie zaś z ujednolicenia, do którego zmierzają u nas kolejne rządy.


Polityka nie powinna być wyrazem przemocy większości nad rozmaitymi mniejszościami. A w Polsce większość fałszywie uzurpuje sobie prawo do podporządkowania sobie mniejszości, zamiast respektować ich prawa. Pojawia się bardzo groźny pogląd, który brzmi: tolerancja jest niebezpieczna, ponieważ kiedy jest tolerancja, to funkcjonują niewłaściwe poglądy. Proszę Państwa, ten pogląd jest rzeczywiście niebezpieczny. Zapytam: kto ma rozstrzygać które poglądy są właściwe? Dlaczego ci wybrani przez społeczeństwo, choć nie są elitą duchową tego społeczeństwa, mają ustalać które poglądy są właściwe, a które nie?


Tolerancja, czyli szacunek dla człowieka


Tolerancja jest niezbędna, jeśli poważnie mamy traktować kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego. Uzasadnienie tolerancji jest bardzo proste: wynika ona z szacunku dla człowieka. Każdy człowiek ma być traktowany jako cel sam w sobie, a nigdy jako środek do celu, choćby ten cel był najbardziej szczytny. Po drugie: tolerancja wynika z umiarkowanego agnostycyzmu. Czyli konieczności akceptowania rozmaitych światopoglądów, skoro nie ma dowodu na wyższość któregokolwiek z nich. Jest tylko jedna granica tolerancji: nietolerancja dla nietolerancji. I to nie jest gra słów. To jest niezgoda na to, aby swobodnie funkcjonowały grupy, które głoszą nietolerancję. Bo to jest zagrożenie.


Natomiast jeżeli ktoś mówi: ja jestem tolerancyjny, ale ograniczyłbym badania naukowe dotyczące klonowania, to znaczy, że w gruncie rzeczy nie jest tolerancyjny. Tolerancja jest wtedy, gdy godzimy się aby poglądy, które w nas wywołują protest, funkcjonowały swobodnie. Gdy godzimy się na kultywowanie przez różne grupy obyczajów, które nawet uważamy za zdrożne.


Choć polityka powinna być oddzielona od moralności, to jednak polityka powinna być ideowa. Czyli odległa od pragmatyzmu. Mam na myśli pragmatyzm jako pogląd uznający, iż prawdziwe jest to, co skuteczne. Jestem przerażona tym, że przedstawiciele partii nazywających się lewicą z dumą mówią o sobie, że są pragmatykami. Pragmatyzm jest niepokojący, bo wskazuje, że jakaś grupa kieruje się swoją korzyścią. Musi być pewien zespół wyższych wartości, które polityk pragnie urzeczywistnić. Ideowość w polityce jest ważna, bo stanowi zaporę dla konformizmu, nepotyzmu. Człowiek ideowy pewnych rzeczy nie czyni, kieruje się honorem.


Pacyfizm, holizm, agnostycyzm


Mamy dziś w Polsce pewne grupy prawicowe, które są niewątpliwie ideowe, są inne grupy, w których ideowość przybiera aż cechy fanatyzmu. Natomiast nie ma w Polsce prawdziwej i rzeczywistej lewicy. Bo ci, którzy nazywają siebie lewicą są zwolennikami kapitalizmu i zwierzchnictwa Kościoła. A sytuacja jest niezdrowa, bo myśmy przeszli od marksizmu do społeczeństwa katolickiego. Więc zakłamanie jest ogromne. Ci, którzy wczoraj na uniwersytecie nauczali
mnie marksizmu, dziś wprowadzają nauczanie społeczne Kościoła.


Na koniec powiem, czego bym oczekiwała w polityce. Wartością zasadniczą, która powinna zacząć obowiązywać w polityce jest pacyfizm. Drugim ideałem powinien być holizm, głoszący jedność człowieka z wszechświatem, czyli inny niż w Polsce stosunek do świata zwierząt i roślin. Powinno się też krzewić umiarkowany agnostycyzm, czyli uświadamiać, że człowiek ma ograniczone możliwości poznawcze. Weźmy choćby naukę. Przecież w nauce obowiązują całkiem sprzeczne teorie. A która z nich jest prawdziwa - tego wciąż nie wiadomo.


Człowiek jest częścią ludzkości. Takie przekonanie doprowadziłoby do przezwyciężenia rasizmu i nacjonalizmu. Takie nowe ideały w polityce, mogłyby doprowadzić do stanu wzajemnej życzliwości. Bo wciąż nie mogę pojąć dlaczego od zarania dziejów wzajemnie się zabijamy, a jednocześnie wykazujemy się tak silnym instynktem samozachowawczym.


Maria Szyszkowska - filozof, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprzewodnicząca polskiego oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC) z siedzibą w Wenecji. Działaczka polskiej lewicy, była senator V kadencji. Autorka kilku książek. Należy m.in. do Związku Literatów Polskich i Polskiego Towarzystwa Filozoficznego. Od 1995 r. wraz ze swym trzecim mężem Janem Stępniem mieszka w Strzelcach pod Nałęczowem.

 

"Fabryka Wiedzy" nr 5/2007

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bezideowość jest gorsza od fanatyzmu

wtorek, 15 kwietnia 2008 18:22

- W najnowszej książce "Lewicowość w XXI wieku" stawia pani diagnozę współczesnego stanu naszej świadomości politycznej. Pisze pani, że w obecnej polskiej lewicy najbardziej razi "bezideowość, brak poglądów lub łatwość zmiany poglądów". Natomiast na prawicy jest dużo ludzi "fanatycznie zaangażowanych ideowo". Co jest zatem gorsze: fanatyzm czy bezideowość?

- Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa fanatyzmu, którego jednym z przejawów może się stać terroryzm, uważam, że bezideowość jest bardziej niepokojąca, ponieważ prowadzi do deprawacji charakteru. Nepotyzm, korupcja, oszustwa to skutki bezideowości. Ideowy działacz lewicy nigdy by tego nie popełnił. Od strony ludzi bezideowych niczego nie można oczekiwać, natomiast reakcje fanatyków można przewidzieć, można próbować z nimi rozmawiać, bywa możliwe porozumienie. Z ludźmi bezideowymi nie ma porozumienia, bo oni nie mają twarzy. Niepokojące jest, że po stronie lewicy jest tak mały odsetek ludzi żarliwych ideowo. Po stronie LPR czy Samoobrony jest ich znacznie więcej.

- Jaka jest, pani zdaniem, kondycja duchowa dzisiejszej polskiej lewicy?
- Rozpaczliwa. Po pierwsze, największa spośród partii czuje się oszukana poprzez odejście Borowskiego, który jest współwinny błędów popełnianych przez Millera; odejście nie zdejmuje z niego odpowiedzialności, ale stwarza fałszywy pozór, że część dawnych działaczy SLD jest bez zarzutu. Po drugie, jestem przerażona spadkiem poparcia społecznego, zresztą całkowicie uzasadnionym, ponieważ od samego początku SLD prowadził politykę odbiegającą od deklarowanych zasad, sformułowanych we wstępie do statutu. Istnieją małe grupy lewicowe, np. Partia Racja, PPS, Nowa Lewica czy Polska Partia Komunistyczna. Są bardzo rozgoryczone, że nie mają żadnego wpływu na to, co się dzieje w kraju, a ich przedstawiciele nie są dopuszczani do środków masowego przekazu, w przeciwieństwie do Unii Wolności, której członkowie często wypowiadają się w telewizji na temat życia publicznego. Działają też stowarzyszenia lewicowe, np. Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli, Towarzystwo Kultury Świeckiej, Polskie Towarzystwo Humanistyczne, ale one także są pozbawione oddziaływania na społeczeństwo.

- Czy tylko dlatego, że nie ma ich w telewizji?
- Po pierwsze dlatego, że od 15 lat telewizja publiczna jest w rękach grup prawicowych i liberalnych; nawet kiedy większość stanowisk była obsadzona ludźmi lewicy, jak za Kwiatkowskiego, telewizja nie była zainteresowana przekazywaniem treści lewicowych. Po drugie dlatego, że lewica nie ma pieniędzy, aby założyć prywatne radio w rodzaju Radia Józef czy Radia Maryja lub prywatną telewizję w rodzaju Pulsu czy Trwam czy choćby jedno czasopismo. Lewica nie zatroszczyła się nawet o miejsce systematycznych spotkań z potencjalnymi zwolennikami. Kościół organizuje liczne spotkania dla młodzieży w salkach przykościelnych, część studentów o zdecydowanie lewicowych poglądach wyjaśnia mi, że chodzi na te spotkania, bo to jedyne miejsce, gdzie można dyskutować. Lewica jest przerażona słabnącym poparciem, ale nic nie robi, aby je zwiększyć.

- "Kto jest wrażliwy na biedę i nieszczęścia innych, w naturalny sposób może stać się zwolennikiem prądów lewicowych", twierdzi pani w "Manifeście człowieka lewicy XXI wieku". W jaki sposób partie lewicowe mogłyby pozyskać tych potencjalnych zwolenników?
- Powinny być jakieś stałe miejsca spotkań ludzi lewicy, w rozmaitych miastach. Potrzebny jest dostęp do telewizji, do radia. Nie można pozyskać zwolenników, skoro zwolennicy nie znają programu lewicowego, a lewica nie robi nic, aby do nich dotrzeć. Wielu potencjalnych zwolenników to ludzie zagubieni, którzy czują się niepotrzebni. Oni bardzo pragną kontaktu. Lewica powinna zadbać o edukację, o kulturę, poprzez te dziedziny krzewić swój system wartości.

- Czy zgodzi się pani, że lewica przez cały okres III RP nigdy nie prowadziła polityki kulturalnej? Poza ministrem Dejmkiem, który miał długofalowy program.
- To prawda, niestety. Lewica nie ufundowała nawet żadnych nagród w dziedzinie kultury. Powstają fałszywe mity, fałszywe wartości kulturowe poprzez systemy nagród i stypendiów oferowanych i fundowanych przez kręgi prawicowe oraz liberalne.

- Obecna lewica nie ma także swojego zaplecza intelektualnego, w przeciwieństwie do prawicy i grup liberalnych.
- Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że w ogóle nie dba o kształtowanie świadomości społeczeństwa. To, że uczeni o lewicowych poglądach pozostają w cieniu, jest mniej groźne, niż nieobecność pisarzy i artystów. Wielu twórców, po to aby uzyskać jakieś nagrody czy rozgłos, lansuje treści o charakterze bardziej prawicowym, ażeby móc w ogóle istnieć. Znam krytyków literackich i pisarzy, którzy byli głośni przed 1989 r., a teraz żyją w nędzy.

- Lewica nie ceni kultury czy się na niej nie zna?
- Sądzę, że nie ceni. Najwyższe władze partyjne powtarzają, że jak się poprawią wskaźniki ekonomiczne, to świadomość będzie prawidłowo ukształtowana. Lewica powinna apelować do wyobraźni, tworzyć jakieś wizje przyszłości, ku której mielibyśmy wspólnie zmierzać. Mówi się o władzy, o pieniądzach, a nie mówi się o ideałach. To mnie niepokoi.

- Słowa "ideały", "ideowość" stały się chyba niemodne.
- Niestety tak; najwyższa pora, aby je przywrócić. Partia bez ideałów jest chora. Wiele razy irytowało mnie, kiedy działacze lewicy w swoich wystąpieniach twierdzili, że ojcem socjaldemokracji jest Marks. Tłumaczyłam, że Kant, ale bez skutku, oni w ogóle nie mieli pojęcia o Kancie. Ta ignorancja jest żenująca. Od kilku lat domagam się bezskutecznie, żeby były jakieś ideowe szkolenia dla działaczy SLD, bo jeżeli się należy do jakiejś partii, powinno się znać jej ideologię oraz być ideowym.

- Czy ideowość jest potrzebna w życiu społecznym?
- Oczywiście. Społeczeństwo pozbawione ideałów, do których ma zmierzać, drogowskazów innych niż rozwiązanie kwestii materialnych, jest społeczeństwem chorym. Ideały są czynnikiem integrującym i podnoszącym życie społeczne na wyższy poziom. Poza tym ideowość jest niezbędna do tego, aby człowiek był w pełni człowiekiem. Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że podstawowym zadaniem lewicy jest eliminacja głodu i nędzy, ale jednocześnie temu powinno towarzyszyć krzewienie ideałów.

- Ma pani za złe polskiej lewicy, że nie różni się od nurtów neoliberalnych, często wręcz jest rzecznikiem kapitalizmu. Dlaczego tak jest? Co można zrobić, żeby to zmienić, jeśli w ogóle można to zmienić w najbliższych latach?
- Można to zmienić, i to natychmiast, tylko trzeba mieć odwagę wyłamania się. Trzeba mieć własną twarz, a nie dążyć do poklasku. Uleganie neoliberalizmowi miało na celu zatuszowanie tego, że wielu działaczy SLD kiedyś należało do PZPR, i stworzenie wrażenia, że to nowoczesna partia. Należy odrzucić te pseudowartości. Dla mnie skandalem jest np. to, że lewica godzi się, aby była grupa ludzi niemających środków do życia. Przyzwolenie, aby ludzie bezrobotni byli pozbawieni całkowicie zasiłków, to prosta zachęta, żeby kradli. Tymczasem politycy będący u władzy zdają się nie dostrzegać ludzi najbiedniejszych.

- Jaki jest, według pani, ideał lewicowego polityka?
- Człowiek przekonany o prawdziwości idei lewicowych, i to człowiek czynu, który nie tylko ma szerokie horyzonty myślowe, lecz także działa. Człowiek, który bierze pod uwagę nie tylko dobro własne i swojej rodziny, jak z reguły u nas bywa, lecz także dobro całej społeczności. A nawet ludzkości, wszak żyjemy w czasach globalizacji.

- Zna pani polityków, którzy odpowiadają temu ideałowi?
- Kuroń, Małachowski...

- A z żyjących?
- ...

- Wszyscy mówiąc o prawdziwych politykach lewicowych, wskazują Kuronia i Małachowskiego. A gdzie są inni?
- Jednym z powodów, że się nie ujawnili, jest paraliżujący lęk. Wielu działaczy PZPR było ludźmi o przekonaniach ideowych, i to ludźmi bardzo światłymi. Obecnie są przerażeni. Większość z nich udaje sympatie dla ruchów liberalnych, inni stali się prokościelni, aby zatuszować swoją przeszłość.

- Z powodu kompleksów przeszłości?
- Tak! Tym tłumaczę również ustępstwa lewicy, których nie rozumiem. Na przykład doszło do utworzenia Instytutu Pamięci Narodowej. Ten instytut wznieca niesłychaną nienawiść do okresu PRL, m.in. poprzez swoje publikacje. Przeczytałam w jednym z jego biuletynów, że nic wartościowego nie stworzono wtedy w dziedzinie kultury. Wrogość emanuje też z przedstawicieli LPR, więc to poczucie zagrożenia jest uzasadnione. Prawica chciałaby doprowadzić do sytuacji, żeby ludzie, którzy kiedyś należeli do PZPR, w ogóle nie uczestniczyli w życiu publicznym. I co więcej, nieustannie byli winni, nawet gdy działali zgodnie z prawem. To wywołuje strach.

- W swojej nowej książce krytykuje pani strach lewicy przed Kościołem, twierdząc przy tym, że "SLD umocnił siłę polityczną Kościoła". Czy lewica ma powody, żeby się bać Kościoła?
- Lewica boi się, żeby prawica nie wypominała jej przeszłości.

- Przecież i tak wypomina.
- Dlatego ten lęk jest absurdalny. Równie absurdalne jest to, że wiele osób, które wniosły wartości pozytywne do życia publicznego i kulturowego w czasach PRL, teraz trzyma się klamki Kościoła, tam szukając aprobaty. Mnie się zdaje, że ci, którzy byli przyzwyczajeni do tego, że partia jest siłą wiodącą, szukali znów jakiejś siły wiodącej i uznali, że taką siłą jest Kościół.

- Moralność i polityka - czy te dziedziny powinny się łączyć w praktyce?
- W żadnym wypadku nie, ponieważ jest wiele odmian moralności. Tylko w państwach totalitarnych polityka jest podporządkowana moralności - jest określony system wartości, określony sposób pojmowania dobra. Natomiast demokracja ze swej istoty wiąże się z relatywizmem wartości, czyli uprawnia do tego, żeby funkcjonowały różne systemy wartości. Jeżeli więc polityka miałaby podlegać moralności, trzeba by było dokładnie określić, moralności której grupy społecznej. A wtedy ta grupa zyskałaby jawną przewagę nad innymi.

- W Polsce jest oczywiste, której grupy: katolickiej.
- Toteż utrzymuję, że w Polsce nie ma wolności światopoglądowej. Mamy elementy utajonego totalitaryzmu w strukturach demokratycznych, gdyż wszyscy mamy podlegać moralności katolickiej. To nie ma nic wspólnego z koncepcją społeczeństwa obywatelskiego. Nie wierzę, aby moralność, krzewienie różnych typów moralności mogło przynieść jakieś wyraziste skutki. Jestem przekonana, że o wiele ważniejsze jest poczucie honoru oraz ideowość, bo to stanowi zaporę dla pewnych czynów. Moralizatorstwo, mówienie na temat dobra i zła często do niczego nie prowadzi; od tysiącleci się o tym mówi.

- W "Manifeście człowieka lewicy XXI wieku" pisze pani: "Człowiek lewicy powinien być rzecznikiem rozdzielenia religii i prawa, religii i polityki, jak również religii i nauki. Może wyznawać określoną religię, może być bezwyznaniowy, czy agnostykiem lub ateistą, ale zarazem zwolennikiem państwa neutralnego światopoglądowo. Ideowość, nie zaś karierowiczostwo i pragmatyzm - ma znamionować człowieka lewicy". Jak daleko nam do tego modelu i czy jest on w ogóle możliwy?
- Jest możliwy, tylko trzeba podjąć wielką akcję edukacyjną. Telewizja byłaby tu niezastąpioną siłą edukacyjną, jak również Internet. Poza tym zmiana systemu nauczania w szkołach, ale to zabieg długotrwały i pracochłonny. Jednak trzeba się zabrać do tego. Bez nieustannego krzewienia rozmaitych systemów wartości, rozmaitych poglądów, które by poszerzały świadomość, niczego w Polsce nie zmienimy.

- Wielu ludzi mówi o sobie: "Jestem zwolennikiem lewicy, ale prawdziwej, nie tej w polskim wydaniu". Z czego wynikają opinie, że "prawdziwa lewica" i "polska lewica" to dwie różne rzeczy?
- To zastrzeżenie jest absurdalne. Np. PPS ma program lewicowy, ale ponieważ nigdy nie sprawował rządów, nie można stwierdzić, żeby odszedł od swojego programu. Również Nowa Lewica ma jednoznaczny program lewicowy. Rozumiem niechęć utożsamienia się z polską lewicą tych, którzy zawiedli się na SLD, ponieważ odszedł od zapowiedzi wyborczych. Nie namawiam do tego, żeby identyfikować lewicę z SLD, ale można ją identyfikować z programem SLD, który nie jest spełniony. Nie wydaje mi się, aby programy zagranicznych partii socjalistycznych były lepsze od naszych rodzimych.

- U nas raczej się mówi o partiach socjaldemokratycznych, nie socjalistycznych. "Socjalizm" jest równie niemodnym pojęciem co "ideowość" czy "polityka kulturalna".
- To kolejny absurd. Co roku, kiedy miałam wykłady ze studentami na temat socjalizmu, przez pierwsze pół godziny rozlegały się tłumione chichoty. Studenci nie wiedzieli, co to jest socjalizm, ale uważali, że to coś skompromitowanego. A ja wolę słowo socjalizm niż socjaldemokracja, bo jestem zrażona do demokracji. Mam bardzo poważne wątpliwości co do sensowności tego ustroju.

- Zna pani lepszy?
- Tak, oczywiście. Autokratyczne rządy światłego człowieka. Demokracja prowadzi do ogromnej energii społecznej, demokracja wiąże się z manipulacją, z grą interesów podziemnych, nieujawnianych. Demokracja to w gruncie rzeczy mediokracja, czyli dominacja tego, co przeciętne.

- A jeśli takiego światłego człowieka nie ma?
- Opowiedziałabym się za rządami filozofów. Wprawdzie była jedna, nieudana próba w starożytności, najwyższa pora, aby podjąć drugą próbę. Wolałabym żyć w kraju rządzonym przez filozofów niż przez technokratów, a do tego zmierzamy.

Rozmawiała Ewa Likowska

Maria Szyszkowska jest filozofem, profesorem zwyczajnym (habilitowała się na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL). Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim filozofię współczesną, filozofię kultury i filozofię prawa. W latach 1994-1997 była sędzią Trybunału Stanu, obecnie jest senatorem z ramienia SLD. Wydała wiele książek, m.in. "Neokantyzm. Filozofia społeczna wraz z filozofią prawa natury o zmiennej treści", "Filozofia prawa i filozofia człowieka", "W poszukiwaniu sensu życia", "Drogowskazy", "Twórcze niepokoje codzienności", "Zagubieni w codzienności", "Lewicowość w XXI wieku".

"Przegląd" nr 2/2005


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 25 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  131 461  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O moim bloogu

Na blogu tym zbierana jest publicystyka prof. Marii Szyszkowskiej, a także wszelkie artykuły o tej wybitnej osobistości. UWAGA! Wpisy nie zachowują kolejności chronologicznej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 131461

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl